Strategia technologiczna to spisany kierunek dla systemów firmy na kilka lat: które zostają, które są zastępowane, w jakiej kolejności, co firma robi sama, a co kupuje. Horyzont ustalamy z zarządem. Punktem wyjścia są cele biznesowe, które zarząd już ma: nowy rynek, więcej zamówień przy tym samym zespole, połączenie spółek. Przekładamy je na wymagania wobec systemów: co systemy muszą umieć na koniec okresu, żeby cel był osiągalny.
Na tym tle każdy system dostaje decyzję. Zostaje, bo niesie proces, którego cele nie zmieniają. Zostaje po zmianach, bo ograniczenie da się usunąć taniej niż wymienić system. Jest zastępowany, bo blokuje cel albo dostawca kończy wsparcie. Jest wygaszany, bo dubluje inny. Przegląd każdego systemu od środka to osobny zakres; strategia korzysta z jego wyników albo z opisu na poziomie potrzebnym zarządowi.
Decyzje układamy w kolejność. Wymiana systemu, który zasila inne, idzie przed nimi. Zmiana, która potrzebuje ludzi z poprzedniego wdrożenia, czeka na jego koniec. Wykonawcy nazywają obraz systemów na koniec okresu architekturą docelową, a kolejność kroków roadmapą; w strategii oba opisujemy po polsku. Szczegółowy plan jednego wdrożenia i studium wykonalności jednego przedsięwzięcia, czyli sprawdzenie, czy da się je zrobić i za ile, to osobne zakresy.
Trzecia część to podział pracy. Własnymi ludźmi firma robi to, co jest jej przewagą albo dotyczy danych, których nie chce wynosić na zewnątrz. Gotową usługę w abonamencie kupuje tam, gdzie taka istnieje i wystarcza. Budowę zleca, gdy gotowej nie ma. Ten podział mówi zarządowi, kogo zatrudniać i jakich umów szukać.
Powstaje dokument, którym zarząd steruje budżetem: każdy wydatek na IT ma w strategii swoje miejsce albo go nie ma, a brak miejsca jest sygnałem do pytania.